O naleśnikarni Manekin pisze się wiele. Zachęcamy do lektury.
Nowe łódzkie restauracje i kawiarnia
Aleksandra Hac
2010-01-03, ostatnia aktualizacja 2010-01-03 18:37
Naleśnikarnia Manekin
Naleśnikarnia Manekin została otwarta przy ul. 6 Sierpnia, tuż przy rogu z Piotrkowską i obok Anatewki. To pierwszy w Łodzi lokal ogólnopolskiej sieci, która ma już restauracje w Toruniu, Bydgoszczy i Gdańsku.Każda z naleśnikarni ma swój niepowtarzalny klimat przenoszący gości w inny świat. Łódzka to podróż w czasie o prawie 100 lat. Na ścianach Manekina wiszą czarno-białe zdjęcia związane z historią tramwajów - w Łodzi uruchomiono pierwszą linię w Królestwie Polskim. Są na nich m.in. wnętrze zajezdni i pojazd sunący po pl. Wolności, na którym nie stanął jeszcze pomnik Kościuszki.
Umeblowanie lokalu też nawiązuje do tego tematu - jest torowisko w drewnianym parkiecie, front starego tramwaju, krzesła i stoliki wyglądające jak te w szynowych pojazdach, a nawet pantograf nad kuchnią.Z menu Manekina można wybrać jeden z przyrządzonych na kilkadziesiąt sposobów naleśników - wytrawny, na słodko, w postaci lasagne albo spaghetti. Są też zupy, sałatki, napoje, a z alkoholi wino i piwo
Drugą restauracją, która została otwarta (choć jeszcze nieoficjalnie) pod koniec zeszłego roku jest Satyna. Zajęła wnętrza przy pl. Komuny Paryskiej 5a, w których mieściła się kiedyś La Carousel. Lokal czekał na nowego gospodarza około dwóch lat, a efekt remontu można już oceniać.Satyna to restauracja o przestronnym, ciepłym i jasnym wnętrzu. Na gości czekają miękkie krzesła i głównie czteroosobowe stoliki. W dużych oknach wiszą zasłony, a pod sufitem wykonane z niewielkich kawałków szkła żyrandole. Z głośników sączy się spokojna muzyka, a na dzieci czeka zakątek z zabawkami."Dobra kuchnia w dobrej cenie" to motto, którym kierują się właściciele restauracji. I rzeczywiście, ceny są przystępne i mieszczą się w przedziale od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych za danie. Swoim gościom Satyna oferuje przekąski, zupy, dania rybne i mięsne, pasty oraz desery kuchni europejskiej i fusion. Jest też specjalny zestaw dla najmłodszych.Niebawem Łódź doczeka się kolejnej restauracji - tym razem będzie to lokal znanej sieci Da Grasso. Zostanie otwarty przy ul. Piotrkowskiej 90 we wnętrzach, które jeszcze do niedawna zajmował Rooser. W ten sposób amerykański jadłospis zastąpi kuchnia włoska.Obok Satyny nowym łódzkim lokalem, którego wystrój przywodzi na myśl południowoeuropejskie klimaty, jest Cafe Monaco przy ul. Piotrkowskiej 134. Dzięki kawiarni rozszerzyła się ciągle dość skromna śniadaniowa oferta centrum Łodzi. Od godz. 8 można się tam wybrać na jajecznicę, omlet, bruschettę, tosty i oczywiście kawę.Kawiarnię zdobią stare zdjęcia rajdów Monte Carlo i jego wspaniałej architektury oraz mapy południa Europy z Monaco w centrum. Na gości czekają wykonane z brązowego drewna stoły oraz krzesła i ławy z miękkimi siedziskami.

kamyki i kaktus mu nie smakowały.

okruchy nalesników bardzo przypadły mu do gustu.

Nasi Goście nawiazali przyjacielskie kontakty,
głęboko patrząc sobie w oczy.
21 maja 2009 w Bydgoszczy otwieramy półke Book Crossing www.bookcrossing.pl. zapraszamy i zachecamy do czytania książek.
Słyszałam już wcześniej od znajomych wiele ciepłych słów o Manekinie, bo to toruński produkt eksportowy, ale nie spodziewałam się, że pokocham tę naleśnikarnię tak mocno i bezwzględnie, ito od pierwszego wejrzenia.
Na przekór moim twardym założeniom -stało się. Złośliwy Amor zrobił mi paskudnego psikusa, ugodził moje serce zatrutą strzałą obłędu isprawił, że zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Cóż za banał! Jedno gorące spotkanie itracisz kompletnie kontakt zrzeczywistością. Przenosisz się winny wymiar. Przestajesz stąpać, unosisz się nad ziemią inie masz nawet najmniejszej ochoty powrócić na błękitny glob. Próżno analizować itłumaczyć: bo nastrój był odpowiedni i pogoda też, i byłam tego dnia smutna, aon po prostu jest tak cudownie ciepły ismakowity. Inie chcę się znim rozstawać nawet na chwilę, a przecież muszę, bo tak się nie da żyć.
Aktóż to, araczej co tak mną zawładnęło? Znane przysłowie mówi: przez żołądek do serca. Imnie się to właśnie przytrafiło. Zakochałam się w naleśnikach, którymi karmi nowa bydgoska restauracja Manekin. To ona znalazła na zawsze spokojną przystań wmoim sercu.
Restauracja otworzyła swoje podwoje miesiąc temu wcentrum miasta przy ul.
Focha. Słyszałam już wcześniej od znajomych wiele ciepłych słów otej naleśnikarni, bo to toruński produkt eksportowy, ale nie spodziewałam się, że pokocham Manekina tak mocno ibezwzględnie, i od pierwszego wejrzenia. Ciepłe wnętrze w kolorze sepii przypomina swoim klimatem trochę surowy styl domów wProwansji. Jednak lampiony zkolorowego szkła dające rozproszone światło na kilkanaście stolików powodują, że jest tu przytulnie. Lubię
tu przychodzić, siadać przy stoliku obok okna ipatrzeć na zmierzch otulający miasto. Tu czas nabiera innego wymiaru i wydaje się, że to nie Bydgoszcz za oknem, tylko miejsce zagubione gdzieś na krańcu świata. Ale przecież nie to jest najważniejsze wrestauracji, a jedzenie. W menu jest do wyboru kilkadziesiąt naleśników, znajróżniejszymi nadzieniami: wytrawne, słodkie, wegetariańskie. Nawet najbardziej wybredny smakosz powinien
znaleźć coś godnego uwagi. Można przebierać nie tylko wnadzieniach, ale także wybrać ciasto naleśnikowe, np. gryczane lub kukurydziane. Podczas pierwszej wizyty w Manekinie wybrałam zapiekanego w sosie beszamelowym naleśnika ze szpinakiem i fetą. To był strzał wdziesiątkę. Wprawdzie czekałam na realizację zamówienia ponad 20 minut, ale było warto. Na-
leśnik był zapieczony i podany w naczyniu żaroodpornym (jak do lasagne). Tak smakowicie pachniał czosnkiem, że nie czekając, aż ostygnie, wzięłam
łapczywie pierwszy kęs. Dobrze doprawiona pieprzem i,jak mi się zdaje, gałką muszkatołową, mieszanka szpinaku ifety nie rozczarowała mnie. Daniu nie brakowało niczego, równowaga między składnikami została dobrze zachowana. Żaden ze smaków nie przebijał się zanadto, abeszamel gładko,
gorącą pierzynką otulał naleśnika. Uwaga! Porcja jest spora, nie polecam jej niejadkom. Następnym razem postanowiłam spróbować słodkiej wersji manekinowych naleśników. Wybrałam kukurydziany z gruszkami. Mmmmm... Pycha. Pachnie słodko ikusząco, a jego smak to prawdziwa rozkosz. Naleśnik jest wypełniony przesmażonymi zrodzynkami i cynamonem gruszkami. Smakuje jak dobra szarlotka (bo to ciasto wcale nie musi być pieczone zjabłkami) ico dla mnie istotne cynamonu jest tyle, ile potrzeba, nie za dużo (byłoby nie do zniesienia) inie za mało (byłoby nudne). Polubiłam też słodki naleśnik
zmalinami. Nie, nie zbanalnym dżemem malinowym, tylko zgniecionymi
malinami. Zwytrawnych moim faworytem jest naleśnik gryczany zkurczakiem
iżółtym serem. Zpewnością swoich zagorzałych wielbicieli znajdzie też kompozycja farszu ściśle pierogowa, ale fantazyjnie wykorzystana wnaleśniku: ziemniaki, twaróg icebula. Można też zamówić krem zborowików podawany wchlebie i rosół zkluskami znaleśnikowego ciasta. Wprawdzie do Manekina mam słabość, ale jedna rzecz odrobinę mnie w nim irytuje. To czas oczekiwania na zamówienie. Gdy restauracja wypełnia się po brzegi, na danie czeka się nawet 45 minut. Co niektórzy złośliwcy twierdzą nawet, że ponad godzinę, ale oni nie są zakochani. Aprzecież miłość wszystko wybaczy.
DOMINIKA KULESZA
W grodzie Kopernika można naprawdę dobrze i niedrogo zjeść. Generalnie serwowana jest tu kuchnia staropolska, ale jeśli ogarnie was apetyt na coś bardziej egzotycznego, równie dobrze możecie zjeść po francusku, włosku, chińsku czy japońsku. Restauracji jest bez liku, wszystko zależy od tego, ile chcecie wydać... Na pewno zaletą Torunia jest to, iż znacząca większość restauracji, karczm i pubów usytuowana jest na starówce, a dania oferowane w menu są dobrze rodakom znane.
Od kilku lat toruńskie pierniki mają poważną konkurencję. Są nimi naleśniki serwowane w trzech naleśnikarniach „Manekin". Znają je chyba wszyscy torunianie. Są syte i smaczne, dlatego zajadają się nimi studenci. Znajdziecie ją w sercu starówki - na Rynku Staromiejskim tuż obok poczty, drugą: przy ul. Wysokiej (także jednej z ulic starówki) i trzecią: przy ul. Gagarina, naprzeciwko rektoratu UMK. Właściciel toruńskiej naleśnikarni dostosował menu do polskich tradycji i preferencji. Powstały więc naleśniki: z mięsem mielonym, kiełbasą, serem i ziołami, z owocami, a także ruskie z serem i ziemniakami. Są naleśniki z krewetkami, lazania naleśnikowa, rosół z makaronem z ciasta naleśnikowego, naleśniki z oscypkiem, przeróżne sałatki. W ofercie podstawowej jest ich ok. 40 rodzajów. Ceny kształtują się od 3 do 12 zł.
Właścicielom nieco zasobniejszych portfeli polecamy obiad w „Zajeździe Staropolskim". Restauracja mieści się przy ul. Żeglarskiej 10, odchodzącej od ul. Szerokiej - promenady starówki. Mieszkańcy i turyści mówią, że zajazd ma najpyszniejszą kuchnię w Toruniu. Jedzenie dla swych gości zamawia tam z reguły prezydent miasta. Zajazd w niezmienionej postaci funkcjonuje od prawie trzech ziesięcioleci. Znajduje się on w przepięknym sąsiedztwie Pałacu Biskupów, wśród wspaniałego kompleksu trzech budynków z drugiej połowy XIV wieku.
Największym uznaniem gości zajazdu cieszą się: zupa grzybowa, czernina (egzotyczny przysmak dla obcokrajowców), żurek, żołądki drobiowe w rosole z makaronem własnej roboty. Na drugie danie pani kierownik poleca zdecydowanie pierogi z kurkami, zrazy wołowe oraz dania z ryb i dziczyzny.
Miłośnikom pierogów proponujemy wstąpić „Pod Kuranty" (na starówce). Za 12 zł najecie się tam do syta. A tych, co chcą rozkoszować się iście staropolskim klimatem, zapraszamy do karczmy „U Damroki" (Szosa Chełmińska 1, ok. 7 min pieszo od pomnika Kopernika na starówce). Znajduje się ona na terenie Muzeum Etnograficznego, a chałupę, w której się mieści, zbudowano pod koniec XVIII w. na Kaszubach.
Zachęcamy też do spróbowania domowej zupy gulaszowej - specjalność karczmy - i żurku z kiełbasą. Na drugie danie polecamy wątróbkę po zbójnicku i bawarskiego mielonego. Palce lizać! Swojskie jedzenie w zbliżonych cenach oferują „U Sołtysa" (ul. Mostowa 17) i w „Gęsiej Szyi" (ul. Podmurna 28). Kto lubi eksperymentować, powinien zajrzeć do „D'Agny". To stosunkowo nowa restauracja przy św. Jakuba 13 (Rynek Nowomiejski). Duży wybór potraw obejmuje kuchnię polską i nie tylko. Serwowane są tu pierogi, naleśniki i dania kuchni węgierskiej. Specjalnością zakładu są potrawy z dziczyzny. Szef kuchni poleca zrazy i szaszłyki z dzika.
Na kawę i deser warto przespacerować się kilkadziesiąt metrów dalej - do „Gospody pod Modrym Fartuchem" (Rynek Nowomiejski 8). Bywał tam podobno „sam król Kazimierz z młodą żoną i przyjmował w niej posłów z zachodu. Jedno tylko jest pewne, że nie było na świecie nigdzie lepszych pierników i miodu". Według tradycji powstała ona w 1489 r. Niektórzy mówią jednak, że pięć lat wcześniej, bo miał być w niej właśnie sam Kazimierz Jagiellończyk. Jedna z legend podaje, że w okresie wojen napoleońskich zaglądał tam sam cesarz. Sympatyczny klimat, cicho, spokojnie.
I podają pyszną kawę z piernikowym likieremi tartym piernikiem.
29 marzec 2009








